opinie o bazach i chatkach



Chatka Górzystów - Góry Izerskie

Byłem tam w lutym 2000 i pierwsze co mi się nasuwa wspominając tą chatkę to cholerne zimno wewnątrz i totalny pierdzielnik. Kiedy przybyliśmy tam wczesnym wieczorem nikt nie wiedział co i jak, bo nie było nikogo z właścicieli. Każdy rozlokował się jak chciał i ... czekaliśmy co będzie dalej. Wreszcie przybyła właścicielka i zaczęło się dzielenie ludzi na pokoje (a było ze 20 osób). M.in. każda grupa podawała skąd jest. Gdy doszło do nas i powiedzieliśmy, że jesteśmy z W-wy reszta ... przeciągle zawyła! No cóż, wciąż panują wśród ludzi głupie stereotypy. A później towarzystwo się popiło i zaczęło dobijać się w nocy do naszego pokoju krzycząc co myślą o Warszawce. Klimaty więc nie najzdrowsze, ale bywa i tak. Brudno, zimno, woda do mycia jedynie ze studni, kuchnia gazowa sprawna, ale na dwa palniki działało ... pół, więc rano każdy czekał wkurzony na swoją kolej po wrzątek.
Plusy: tanio (nocleg ok. 5 zł.), dobry, ciemny, czeski browar w butelkach do kupienia, na gorąco można coś zjeść (chociaż my się dowiedzieliśmy o tym zupełnie przypadkiem płacąc za nocleg rano), ładne położenie chatki na Hali Izerskiej, fajny bazowy bernardyn. Latem jest tu pewnie całkiem fajnie. Zimą lepiej omijać z daleka.
Ocena - 5 pkt.
Krzysztof Piechal

Chatka AKT Towarzystwa Bażynowego - Karkonosze



Dojście do chatki

Na prośbe Towarzystwa Bażynowego w temacie dojścia odsyłamy bezprosrednio do oficjalnej strony Chatki, która znajduje sie pod adresem http://www.poleko.pl/chatka/index.php.


Chatka Cyborga - Bielice

"Chatka Cyborga" w Bielicach - jest godna polecenia. Pokoje są ładne, czyste. Do dyspozycji jest kuchnia (lodówka, naczynia, kuchnia elektryczna, czajnik elektryczny...). Ciepła woda (prysznic) jest przez cały czas. Ceny - niskie - obecnie (1998 r.) od 9 do12 zł (9 zł kosztuje nocleg w "zbiorówce" 6-osobowej). Jedyną wadą jest chyba tylko mała liczba miejsc noclegowych. Z tego, co zdążyłem zauważyć, często przyjeżdzają tu na kilkudniowe wakacje małżeństwa z małymi dziećmi (byłem jedynym typowym turystą). Podobno było to kiedyś schronisko studentów cybernetyki (stąd ta nazwa). Od kilku lat jest ono własnością pewnego małżeństwa. Bardzo zaskoczyło mnie to, że przez schronisko przewinęło się wiele młodzieży (można było się o tym przekonać przeglądając księgę pamiątkową), a mimo to na ścianach i stołach nie było nic nabazgrane.
Marcin Szmanda

Schronisko "Bialska Jarmilka" w Starym Gierałtowie

Prywatne schronisko działające od kilku lat, więc może dlatego znalazłem je jedynie oznaczone na mapie PPWK "Okolice Kłodzka". Żeby nie było pięknie jest ono źle naniesione. W rzeczywistości znajduje się ono po południowej (a nie północnej) stronie drogi Stronie Śląskie-Bielice 100 metrów na zachód od czerwonego szlaku prowadzącego na Przełęcz Gierałtowską. Dotarłem tam bardziej przez przypadek, gdyż nie było wolnych miejsc w osławionej przez niektórych Chatce Cyborga w Bielicach zajętej w całości przez jakąś grupę ludzi z dziećmi. Bialska Jarmilka to miejsce całkowicie godne polecenia. Turystów mało, bo i miejsce chyba mało rozpopularyzowane. Tanio, a nawet b. tanio jak na tak dobre warunki. Nocleg w zbiorówce 8-osobowej kosztuje 10zł, pokoju 2-osobowym- 15zł (bez pościeli). Żarcie również nie drogie np. grochówka- 2,5zł., jajecznica- 2zł. i do tego b. smaczne. Wrzątek darmo. Są prysznice, łazienki na obu piętrach, na mieszkalnym piętrze jest pomieszczenie z kominkiem. Schroniska zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz wykonane z głową .W jadalni leciała fajna dla ucha muzyczka- Raz Dwa Trzy. A Jarmilka to czeskie imię kobiece.
Ocena - 9 pkt.
Krzysztof Piechal

Nowa Morawa - baza namiotowa

Przestała działać od 2001 roku

Błędnie oznaczona na mapie PPWK "Masyw Śnieżnika i G. Bialskie" (nie ma chyba na rynku dobrej, czytelnej mapy w dużej skali po tych okolicach). Tak naprawdę baza znajduje się jakieś 15 min. drogi z Bolesławowa w stronę wsi Nowa Morawa po lewej stronie na wzgórzu. Na miejscu zaznaczonym na mapie znajduje się latem stanica harcerska. Ładne położenie z widokiem na przeciwległy grzbiet , turystów mało (może dlatego, że żaden szlak nie przechodzi w bezpośrednim sąsiedztwie bazy), taniocha jak to na tego typu bazach- 4,5 zł. za nocleg. Kilka dużych namiotów z plandekami przeciwdeszczowymi ( oj przydały się w nocy ). Spanko na materacach. W środku bazowego namiotu zastaliśmy zresztą kupkę bazowego psa! Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby brać psa na bazę. Przecież po dwóch tygodniach takiego bazowania nie ma już gdzie usiąść na trawie. Pies niestety do latryny sam nie pójdzie. Można nocować we własnym namiocie (3zł. za dobę) , choć trochę tu brakuje płaskiego miejsca. Jest zniżka na kolejny nocleg na bazie "Jaskinia Radochowska" (ważna 2 dni). W pobliżu fajnie zaadaptowane miejsce na ognisko w resztkach murów jakiegoś starego domu. Mycie w pobliskim potoku, ale wody lepiej nie pić, bo na górze widać pasące się konie. Towarzycho opiekujące się bazą nadzwyczaj spokojne, trzymające się zresztą trochę same sobie, choć jak najbardziej w porządku. Ocena - 7 pkt.
Krzysztof Piechal

Skalanka - Zwardoń

Święto chaty to pierwszy weekend grudnia, pożegnanie lata to impreza w 2 lub 3 weekend września Polecam obydwie, choć, sam uczestniczyłem tylko w tej drugiej właśnie w tym roku (1996 - przyp. red.). Było wspaniale, tak samo extra jak extra jest tam obsługa i warunki bytu podróżnych, którzy się tam zjawiają właściwie o każdej porze dnia i nocy. (sam dotarłem tam około 1.30 w nocy i oczywiście zostałem przyjęty) Chata ma ten mankament, ze latem w czasie upałów mogą być tam problemy z H2O, bo leży ona na wododziale Wisły i Dunaju. Posiada elektrykę. Leży przy szlaku na Wielką Raczę. Miejsc noclegowych około 40, ale sam widziałem tam ok. 150 osób, smacznie śpiących i nikt nikomu nie przeszkadzal.
Spędziłem tam w sumie najwięcej czasu, bo ponad 5 tygodni, i zawsze jak stamtąd wyjeżdżałem, to z wielkim żalem. Nauczyłem się tam palić w piecu kuchennym (co pomimo pozorów nie jest proste), gotować na czymś takim, poznałem wielu wspaniałych ludzi. Początkowo byłem postrzegany jako warszawiak - burżuj i gość taki, że co to nie on (wiadomo -Warszawa - nigdzie jej nie lubią), ale wystarczyła nawet krotka rozmowa, by sprawa Warszawiaka była klarowna -fajny koleś, spokojny, pomoże każdemu. Ponieważ przyjeżdża tam mnóstwo ludzi ze Śląska i Zagłębia (pozornie żadnej różnicy nie ma, ale powiedzcie Ślązakowi, ze Jest z Zagłębia -efekt analogiczny jak dla Słowaka i Czecha)szybko się nauczyłem wyczuwać ta subtelna różnicę. Ponieważ wychodzę z założenia, ze na terenie opanowanym przez tych ludzi trzeba mówić mniej więcej tak jak oni-szybko nauczyłem się śląskiej mowy, a przynajmniej starałem się akcentować tak oni. Raz wynikła z tego przezabawna sytuacja- koleś spytał w której części Śląska mieszkam- mnie wtedy szczeka opadła ze zdziwienia, o co mu chodzi, czy sobie tylko z porządnego człowieka jaja robi. Ale pytał poważnie, wiec ja mu ze jestem warszawiak od urodzenia. Facet nie chciał uwierzyć Ubaw miałem totalny.;-))))))))))))))
Ogólna ocena Chaty - 10 na 10 (max)
Jakub Sypień

Zgadzam się w zupełności. Co prawda dość dawno tam nie byłam, ale zawsze jak byłam, to było uroczo i bardzo fajni ludzie. W zimie zaraz koło chatki idzie wyciąg narciarski, tak ze tylko zakładać narty i na dół, a potem można zjechać do chatki.
Ewa Bożejewicz

Trzeba chyba trochę zweryfikować poglądy na temat chatki Skalanka nad Zwardoniem. Byłem tam w połowie lipca 1999  (specjalnie zabłądziłem w tamtą stronę zwabiony wspaniałymi opiniami o chatce i towarzystwie na stronach
Halnego), niestety ciężko się rozczarowałem i w końcu nocowałem w Zwardoniu. Dotarliśmy do chatki po południu (w każdym razie pora była jeszcze wczesna), a towarzystwo w chatce było już dobrze podchmielone, ogólny burdel i niezbyt zachęcające przyjęcie, ludzie chyba właśnie dochodzili do siebie po wczorajszej imprezie. Posiedzieliśmy tam jakiś czas, ale w końcu nie dowiedzieliśmy się, kto jest bazowym (chatkowym), a że za bardzo nikt nie chciał z nami gadać, to wzięliśmy plecaki i poszliśmy dalej. Zresztą nie uśmiechało mi się pójście spać nad ranem, bo mieliśmy zamiar następnego dnia wyruszać dalej.
Reasumując: chatka jak inne - wystarczyło by wokół niej nieco posprzątać i było by przyjemnie, ale co do towarzystwa to chyba bardzo się zmieniło od czasu gdy pisane były poprzednie opinie. (nie myśl że stałem się nagle abstynentem, niewiele rzeczy może się równać z kuflem dobrze schłodzonego piwa).
Marek Kropidłowski

To co ja widziałam na wlasne oczy, to nie było najgorsze. W środku pare pomieszczeń jest odnowionych, porządek. Bazowego nie było, drzwi otwierał nam sąsiad z najbliższej chałupy. To, co słyszałam od innych ludzi, też to, co potwierdza kronika, wolę przemilczeć (pijaństwo, inne używki, burdy itp), ale zaznaczam, że ja złego słowa
nie mogę powiedzieć. (lato 1999 - przyp. red.)
Małgorzata Gutkowska

Szczytkówka

Nie istnieje - doszczętnie spłonęła w nocy z 28 na 29 listopada 1996.

Chata unpluged, pełny serwis wodny - Dwa źródła i studnia w bezpośrednim sąsiedztwie, pełna kuchnia z wyposażeniem, opór miejsca do spania na lotnisku (na oko 100 osób w komforcie), zawsze jest kilka osób z obsługi, do najbliższego sklepu 40 min drogi. Jest podobnie jak na Skalance Gitara, która jest używana. Co prawda kiedy tam byłem, towarzystwo sobie popiło lekko, ale takie śpiewy jakie potem odchodziły, ze to poezja. Ogólna ocena chaty 8.5 p.
Jakub Sypień

No tu natomiast trudno mi się zgodzić Zdaje się, ze picie należy do zwyczajów tej chatki, jak ja tam byłam, to tez pili i to zdrowo. Poza tym jest tam taki zwyczaj (czyt. przymus), ze jedzenie robi się wspólnie dla wszystkich z żarcia, które ludzie dołożyli. Polowa oczywiście zeruje na innych, więc jeśli się jest ze swoim jedzeniem, to trochę kiepsko, no a jak się nie ma nic do jedzenie, to tez się najeść nie można. :)
Ewa Bozejewicz

Faktycznie towarzystwo ostro pije, ale robi to w bardzo fajny sposób - mianowicie jest rozmowa:
- Ku wam Baco!
- Widza Was.
- I ja tez nie ślepy!
i dopiero w tym momencie zainteresowany wypiciem kolejki może wychylić kieliszek. Jeśli padnie odpowiedz przecząca- czeka aż ktoś wreszcie zdecyduje się napić.
Co do jedzenia. Fakt żarcie jest wspólne, ale nie jest to regułą, bowiem kiedy ja tam byłem twardo powiedzieliśmy ze żarcia mamy mało i było po ptokach. Osobiście tez widziałem zupę gotowana na tamtejszym piecu, barszczyk ukraiński, w ilości dla około 20 osób. najbardziej podobały mi się tam śpiewy , co prawda mocno pijackie, ale taki odlot pamięta się długo. Dlatego te 8.5 p..
Jakub Sypień

Chatka AKT Watra w Pietraszonce

niedaleko od Baraniej Góry
Dotarłem tam padający na twarz idąc ze Skalanki. Wewnątrz - kto nie był, musi odwiedzić, choćby tylko dla samej łazienki. Kiedy jest tam mało ludzi jest ciepła woda, można wziąć prysznic. Łazienka jest wykafelkowana, z lustrem na cala długość tego przybytku. Teraz kuchnia - wyposażona w elektryczne kuchenki, piec, i taki bajer na kranie, który sam gotuje wodę. Super. Sale do spania to tradycyjne zbiorówki, zaś salon czy jak kto woli kominkowa to przybytek o takiej czystości podłogi, że można by z niej jeść (powiedzenie "na tej wysokości wszystko jest sterylne" nie zdaje tu egzaminu tam jest czysto aż do bólu). To o samej chacie. W pogodne dni - a w ostatnie lato nie było ich za wiele, można przed chata pograć w kosza (jest kosz) lub siatkę (jest siatka)
Więcej nie ma co pisać - barak słow. krytyki odbiera mi glos- LUDZIE !!!!JEDZCIE TAM !!!POLECAM!!! Dla mnie 10 p. .
Jakub Sypień

Popieram, jak najbardziej. Zdarzyło mi się tam być parę razy i atmosfera zawsze była dobra. Z lepsza zdarzyło mi się spotkać chyba tylko w Ropiance w chatce "Malucha". Do zalet chatki dorzucę jeszcze bujaną ławę przed kominkiem. A poza tym co mnie cieszyło jest to (a przynajmniej była) chatka bezdymna i bezalkoholowa.
Maciej Kluza

Byliśmy tam w siódemkę 27-29 lipca 1998. Środek lata, gorąco, a nam trafiło spać na najwyższej kondygnacji z jednym pomieszczeniem z materacami w formie tunelu z małym okienkiem po każdej stronie. Następny dzień od samego świtu był deszczowy, wiec gorąc nie sprawiła nam tam problemu. W nocy ktoś używał ciągle gadającego zegarka (pamiętam jak dziś: trzecia piętnaście, trzecia szesnaście...). Ale właśnie takie rzeczy zapamiętuje się na zawsze. Na dole w sali przy piecu bujana ławka, gitara, wieczorne śpiewanie. Kuchnia, szachy - słowem - wzorowa chatka. W łazience (do której nie zamykają się drzwi :) ) nie było cieplej wody. Kibelek na zewnątrz, zwie się ul i podobno była z nim kiedyś łączność telefoniczna. Chatka naprawdę zadbana i warto ja odwiedzić. 9 pkt.
Adam Mazurkiewicz

Atmosfera miła, ładnie spiewają, może trochę chatkowicze sprawiają wrażenie zamkniętego grona, ale bardzo możliwe, że akurat trafiłyśmy na moment, że było dużo chatkowiczow na śpiewankach, a mało innych turystów. Poza tym to odwiedziny tam szczerze polecam.
Małgorzata Gutkowska

Chatka na przeł. Karkoszczonka

Kiedyś chatka studencka, teraz schronisko prywatne - ale klimacik pozostał (wszystko z drewna, wspólne leża). Dobrze usytułowane - można do niego dojść schodząc z Błatniej, Klimczoku, lub wędrując z Brennej albo Szczyrku. Niestety nie ma do dyspozycji kuchni, ale wrzątek i posiłki można dostać w bufeciu. Do dyspozycji sala kominkowa, prysznic. Nowością w schronisku jest zamontowanie automatu, z którego po wrzuceniu żetonu przez trzy minuty leci ciepła woda( żeton kosztuje 1zł). Ogólnie schronisko sprawia bardzo dobre wrażenie i poleciłbym je każdemu komu nie przeszkadza brak wyszukanych wygód.
Marcin Baton Konieczny

Chatka Budowlańców w Sopotniej

Nie jedzcie tam! Można się gorzko rozczarować. Gdy trafiliśmy tam 1-go sierpnia 1998 zostaliśmy - co prawda - mile przyjęci, ale na tym skończyły się mile wrażenia z tego miejsca. Wszędzie dookoła chatki przewracały się butelki (wszelkiej maści), ludzie (żadni studenci) tam przebywający przygotowywali się do nocnej libacji (tzn. próbowali na chwile wytrzeźwieć po poprzedniej). W noclegowni na poddaszu był totalny bałagan, żeby zrobić dla nas miejsce, jakiś na pól żywy człowiek (potrafił poruszać się na czterech kończynach) próbował podnieść się i przesunąć parę rzeczy. Kibelek w takim stanie, ze mogliby się przyczepić ekolodzy. Postanowiliśmy znaleźć nocleg we wsi, co się nam szczęśliwie udało, a odchodząc byliśmy świadkami nadejścia nowej dostawy trunków (tzw. Jaś: jeden brzęczący śpiwór). 0 pkt.
Adam Mazurkiewicz

Bardzo, bardzo zadbana, czysciutko. Bazowy starszy, ale mily. Na pewno nie ma co liczyc na huczne studenckie imprezy, ale to życzliwe miejsce. (lato 1999; jak widać wszystko zależy od chatkowego - przyp. red.)
Małgorzata Gutkowska

Lasek

Czy wystarczy, że powiem, że ludzie, których tam spotkałam i atmosfera itd. są jak w Polanach Surowicznych? Jest super, choć kiedy byłam był tlum i to zarówno stałych bywalców, jak i przypadkowych gosci, a do tego brakowalo wody w źródełku. Bazowy bardzo młody i bardzo miły, może i trochę bałaganu, ale tak czy siak przeuroczo.
Małgorzata Gutkowska

Chatka pod Potrójną

Byłem tam 10-11 czerwca 1998. Pierwszego dnia chatka była pusta, wiec możliwy był wybór noclegowni. Było to moje pierwsze spotkanie z chatkami i... zgodnie z psychologicznym prawem pierwszych skojarzeń, na zawsze chatki pozostaną wspaniałymi miejscami. Choć trzeba być ostrożnym. Drugiego dnia przyjechało dużo "różnych" ludzi, którzy wczesnym popołudniem już znajdowali się w stanie wskazującym. Impreza toczyła się na zewnątrz. Chatka bardzo popularna, jak można się zorientować już na samym dworcu PKP w Żywcu (pani w okienku pyta "obcych" podczas sprzedaży biletu do Kocierza-Basie czy bagażowy tez). Woda ze strumienia (tzw. szlauch) zimna, łazienka za zasłonką. W kuchni czajnik bezprzewodowy (jak poprosisz Leszka). Miły piesek Kuba - szczególnie lubi turystów. Punktacja: 8.
Adam Mazurkiewicz

Radocyna - baza namiotowa

Fajna baza prowadzona przez PTTK OA Kraków. Fantastyczna obsługa, można się zdrzemnąć w wiacie, ugotować jakieś żarełko. Ogólnie fuul kontakt z natura, miejscowymi bacami od których można kupić produkty przerobu mleka owczego Polecam. Ocena 7.5-8 p.
Niedaleko (1h) jest chata w Nieznajowej.
Jakub Sypień

Rewelacja! Żyć nie umierać, miejsca tego nie opuszczać! Baza położona w pięknej okolicy, w opływającym bazę strumieniu można się fantastycznie wykąpać w położonym kilkadziesiąt metrów dalej naturalnym zbiorniku wodnym utworzonym za małym wodospadem. Można nawet kawałeczek przepłynąć, ale potem następuje szybka ewakuacja, po woda jest strasznie zimna. Ale warto. Od górali w Czarnym można kupić świeże mleko (ok. 1,20 za litr) lub świeżo zrobiony ser (15 zł). W bazie jest solidna wiata chroniąca przed nawet silna burza (poświadczam), jest kuchnia polowa na drewno. Przemili ludzie, przy odrobinie fuksa można się dożywić za ładny uśmiech. Można pośpiewać, pograć w karty, wypić piwko. Gorąco polecam to miejsce. Cena za 2 pierwsze noclegi - 5 zł, kolejne są tańsze. Dochodzą do tego zniżki, m.in. PTTK i za nocleg w innej bazie (warto brać rachunek) - do 30 %.
Krzysztof Jeziorny

Banica

Chatka, gdzie piec w kuchni turystycznej wg. obsługi, a wiec ludzi chyba kompetentnych NIE DZIALA OD 20 LAT!!!! , nieźle, nie? Polecam Rozbicie się namiotem. Opal z lasu oddalonego o ok 20 m. Ocena 5 p.
Jakub Sypień

Lubań - baza namiotowa

Spora baza, położona na płaskiej polanie tuż pod wierzchołkiem Lubania. Dobrze zorganizowana - rządki równo stojących namiotów przypominają trochę rzymski obóz wojskowy, jest też miejsce na własne namioty turystów. Można zjeść [polecam zwłaszcza naleśniki], wieczorem posiedzieć przy ognisku i posłuchać śpiewu przy gitarze [okazja taka trafia się chyba często - ja pamiętam fenomenalną grupę z Warszawy i ich gitarowy kwintet]. Pieć minut scieżką od bazy znajduje się zródełko, służące za kran, zlew i prysznic zarazem, a w ustronnym miejscu w lesie - zadaszone polowe wc. Oczywiście zniżki.
Joanna Zieba

Muszyna -Złockie - baza namiotowa

Prowadzone jest to przez SKPB Łódź. Same urządzenia są super, widać, ze ktoś w to włożył masę czasu i roboty. Najprzyjemniej jednak było tam w maju, gdy baza była niezamieszkana. W sezonie zazwyczaj tam jest sporo znajomych prowadzących bazę z dzieciakami, kręcącymi się wszędzie dość bezceremonialnie.
Slawomir Witold Gorniak

Pod Wysoką - baza namiotowa

Chciałem coś powiedzieć o bardzo fajnej bazie zwanej popularnie "Jaworki" (na prawdę "pod Wysoką"), która znajduje się w Małych Pieninach, koło Homola.
Generalnie jest to super baza jeśli chodzi o quot;klimat". Dużo jest autentycznie młodych ludzi, stare "pierniki" rzadko tam wpadają. Wyjątkiem jest "wierchuszka" SKPB Łódź imprezująca twardo na składaniu bazy.
Warunki bytowe są znośne, fajne kibelki z bakteriami, quasi - prysznic, fajna kuchnia i jadalnia, dość wydajny piec. Pole jest równe (!!! - to nie jest reguła) i fajnie położone. Wieczorami prawie zawsze jest ognisko, darcie paszczy itp.
mihau (forhexet@polbox.com)

Wały - baza namiotowa

Inną fajną, ale zapomnianą bazą jest "Na Wałach" organizowana przez SKPB Katowice w Beskidzie Wyspowym. Zazwyczaj bazowy jest fajny i można pogadać. Bardzo mało ludzi tam koczuje - każdy gość jest mile widziany i traktowany. Dobre miejsce dla Robinsona Cruzoe lub ceniących "święty spokój".
Warunki sanitarne na poziomie spartańskim, choć jest sprytny "prysznic" i wychodek, a całość sanitariatów opatrzona szlabanami i sygnalizacją miejską.
Fajnie, ale Jaworek nie przebili.
mihau (forhexet@polbox.com)

Zyndranowa

Przepraszam jeśli kogoś tym opisem obrażę . Gdy tam doszliśmy, to atmosfera wokół chaty była w miarę spokojna, ale widać było tu i ówdzie flaszki tanich winek rozpijanych przez przewodników SKPB Rzeszów, bo to oni zajmują się ta chatka. Do wieczora było w miarę spokojnie, a potem to się zaczęła regularna balanga. Ja z moja grupa rozbiłem się za chata, co było rozsądniejsze cenowo i ze względu na panujący tam trochę większy spokój. Wiem ze dziwnie to brzmi ale tak było. W chacie odbywała się regularna pijatyka, wódka, wino tanie, byle w czerep solidnie kopało. Kibelek stal sobie około 10 m od chaty, ale dla jednego z biesiadników było to za daleko, wiec wziął on klęknął na framudze okna, rozpiął rozporek i cytuje " wyciągam swój męski organ kopulacyjny, bo chce mi się szczać, a do kibla jest za daleko, a jeśli się pierdolonym warszawiakom (jestem z Warszawy )nie podoba cos to niech spierdalają" . Nic dodać nic ująć. Rano nikt z obsługi nie stal pionowo, nie było komu rozpalić pod piecem, ogólny syf i malaria. NIE POLECAM NIKOMU !!! MOWIE TO OTWARCIE I Z REKA NA SERCU !!! No chyba ze ktoś chce się nabawić chorej wątroby.
Jakub Sypień

Kiedy ja tam byłem (lipiec 95) to było całkiem normalnie tzn. pod kuchnia palił się ogień nie było dookoła żadnych flaszek i pijatyk nocnych, do 23 graliśmy w brydża i było sympatycznie. Może wtedy był tam inny bazowy (całkiem spokojny człowiek nie żeby jakiś tam nałóg). Najwięcej piwa to wypiliśmy my z kolega (był duży upal, a człowiek nie wielbłąd napić się musi) ale tez bez przesady. Ogólnie było tam fajnie, widziałem gorsze miejsca.
Artur Wollek

(Przestala dzialac od 2001 roku? Bylem tam 13 lipca 2001 roku i dzialala!)
Hmmm. Gdy tam doczłapałem, to przywitała mnie kartka na drzwiach, że bazowi musieli pilnie wyjechać. Sąsiad Edek stwierdził jednak, że wieczorem przyjadą nowi. Ja rozbiłem się za domem, z wygód chaty nie korzystałem, ale też i za nocleg nie musiałem płacić. Wieczorem było już sporo ludzi (zjechali się na prawosławne święto Od Rusla do Jana) - były rozmowy, wspólne picie słowackiej wódki, ale z pelną kulturą. Impreza, fakt, trwała chyba dość długo w noc i była średniocicha, ale wszystko w normie.
Gdy się nie ma gdzie spać w okolicy, a na chałupę agroturystyczną nie stać, to warto. Jednak ja wolę rozbić swój namiot gdzieś w krzakach i mieć ciszę i świety spokój.
Krzysztof Jeziorny

Polany Surowiczne

NIEBO !!!!! Musicie tam trafić!!! Siedzieliśmy tylko 2 noce i z żalem szliśmy dalej. Jedyny mankament to ciasna kuchnia, ale tu to już wybrzydzam niemiłosiernie.!! |))))))))))))) Spało się super, a forma zapłaty była relaxem- pomoc w kopaniu socjalizmu (dołu na śmieci), przyniesienie drzewa na opal (które obalone w jarze przez naturę czekało uschniecie a tak to poszło do pieca). Najwspanialsze były wieczorne wspólne śpiewania, cos takiego długo się wspomina. Tam się wraca, TAM SIE WRACA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jakub Sypień

Chałupa Elektryków na Polanach Surowicznych to miejsce relaksujące. Cywilizacja połączona z natura. W niewielkiej kuchni piecyk, który z rozkoszą podgrzeje Twoje jedzenie, na półce stoją przyprawy, jeśli ich nie masz. Być może trafią się, tak jak mnie, dwie dziewczyny, które piekły ciasteczka z dodatkiem cappucino i częstowały wszystkich (pychota). W chałupie nie ma materaców, przydatna jest wiec karimata dla większego komfortu. W pobliskim potoku można się komfortowo wykąpać (pomijając temperaturę wody...), gdyż za małym wodospadem jest dość głębokie miejsce zwane wanną. Kibelek też ma swoją nazwę - Kreml. Wisi na nim dwustronna tabliczka - Mównica wolna/Posiedzenie plenarne trwa. W sumie Chałupa to bardzo przyjemne miejsce, a jak się nic dla niej nie zrobi, to można co nieco wrzucić do puszki. Ludzie mili, lubią pogadać. Większość bywalców z Warszawy.
Krzysztof Jeziorny

Jawornik k. Rzepedzi - baza namiotowa

Trafiliśmy tam około 21.30 wieczorem w zupełnych ciemnościach, schodząc na azymut z Głównego Szlaku Beskidzkiego, po całodniowym marszu z Polan Surowicznych.(po drodze zatrzymały nas jeżyny na zboczach Bukowicy). Akurat trafiliśmy na 18-stke, ale tu nas potraktowano jak ludzi zdrożonych, a nie jak stado nikomu nie potrzebnej swołoczy!!! (patrz Zyndranowa ). Imprezę momentalnie przerwano, wszyscy dosłownie rzucili się by nam pomoc rozbić się obozem. Pod piecem już dawno było wygaszone, ale skoro przyszli goście, a do tego głodni goście - TRZEBA ICH UGOSCIC!!! Przyszła sama bazowa, a to ona miała ta 18-stke,by spytać czy czegoś jeszcze nie potrzebujemy. Wiata pod którą jedliśmy to było cos konkretnego- z grubo ciosanych bali, ze stołem i ławami. Stąd również z żalem szliśmy dalej, ku końcu naszej wędrówki do Komańczy. Baza prowadzona jest przez SKPB Lublin. POLECAM !!!!!! POLECAM!!!!! Dla mnie 10 p.
Jakub Sypień

Regetów - baza namiotowa

Obiekt usytuowany w miejscu strategicznym - przy Głównym Szlaku Beskidzkim. Zaszedłem tam w 8 sierpnia 2001 r. w czasie okrężnej wycieczki wokół Wysowej. Bazowy bardzo miły. Okazało się, że byłem pierwszym turystą w tym dniu. Herbatka serwowana jest za darmo. Na "składzie" jest gitara, zatem na pewno wieczorami śpiewa się pieśni turystyczne. Jest również kilka roczników "Magur" do przeglądnięcia - rzecz dla "maniaków" Beskidu Niskiego. Ponoć imprezowicze alkoholowi nie są zbyt mile widziani. Nie nocowałem w bazie, więc niewiem, jakie są warunki w tym względzie, ale myślę, że musi być nieźle. Ogólnie wspaniała "atmosfera". Miejsce jak najbardziej godne polecenia!
Sebastian Jakobschy

Rabe - baza namiotowa

SBN w Rabem. Baza położona w ładnym miejscu, obsługa fajna, miejscem do warzenia strawy jest ognisko. W tym roku (1996 - przyp. red.) było tam mnóstwo myszek, które z dzika rozkoszą czyhały na wszelakie jadło zostawione bez opieki. Namioty bazowe pojemne, nie powiem. Ogólnie dałbym z 7-7.5 p.
Jakub Sypień

Położona w zalesionym paśmie Wysokiego Działu (Bieszczady Zachodnie). Można tu trafić żółto znakowanymi szlakami dojściowymi odchodzącymi z czerwonego, głównego szlaku beskidzkiego. Od strony Chryszczatej dosyć stromo w dół, więc trzeba uważać po deszczu. Okolica urokliwa, dzika i odludna. B. dobrze zagospodarowana baza jak na tego typu miejsce noclegowe. Kilka dużych namiotów z materacami w środku na podwyższeniach imitujących łóżka+koce. Duża wiata bazowych, zbudowana kilka lat temu, z kuchnią gdzie można coś sobie ugotować (jest poza tym kuchenka gazowa). Dwa miejsca na ogniska, boisko do siatkówki, sporo płaskiego miejsca na własne namioty. Do najbliższego sklepu co najmniej 5 km.(Wola Michowa, Baligród). Mycie w czystym Rabiańskim Potoku. Tam też wodopój. Co do buszujących tam myszek to latem 99' kiedy tam byłem słychać było ustawiczne nocne szuranie w zakamarkach wiaty, więc... Szczerze polecam.
Ocena - 9,5 pkt.
Krzysztof Piechal

Huta Wysowska - baza namiotowa

Bardzo przyjemne miejsce, dochodzi się do niego skręcając w Wysowej przy starym kościele (ładnym zresztą). W bazie są zarówno duże namioty, jak i pole namiotowe. Nie ma kuchenki, gotuje się nad ogniskiem w kociołku, do dyspozycji są tez okopcone miejscowe menażki (nie trzeba jej szorować). Mycie się - w potoczku, na którym ustawiono niewielka tamę w celu podniesienia poziomu wody. Woda do picia jest pierwsza klasa ? w plastikowych beczkach do dyspozycji jest mineralna woda z pobliskiej rozlewni wód Perła. No a poza tym - mili, uczynni ludzie. Cena noclegu - 4,50 zł, do tego dochodzą zniżki.
Krzysztof Jeziorny

Chatka Malucha w Ropiance

Całkiem fajne miejsce, jednak na dość podmokłym terenie, co miało swoje konsekwencje. Trafiłem tam dość późno, zmęczony i głodny, a jak na nieszczęście rozpadł się piec w kuchni. Ale i na to jest lekarstwo - kawałek za chata wiercono kiedyś w poszukiwaniu ropy naftowej, bez sukcesu, ale za to znaleziono gaz ziemny. I wydobywa się on teraz na powierzchnie i jest zagospodarowany - ustawiony jest tam garnek "do góry nogami" z dziurka i trzy cegły - niezłe palenisko. Ale gaz bardzo kopci i trzeba się nieźle namachać przy szorowaniu. Do tego dróżka do gazu jest straszliwie podmokła i można się pozapadać niemal po kostki w błocie. Mycie się oczywiście w strumyczku. Za nocleg nie trzeba płacić, ale jeśli nic się nie zrobi dla chatki (np. nie narąbie drewna), to wypada zostawić parę złociszy.
Krzysztof Jeziorny

Chatka Socjologa na Otrycie

Chatka studencka do której można dojść szlakami z Polany lub z Dwernika. Fajna chatka (bez prądu i wody), kiedyś z klimatem, a teraz, ech szkoda gadać. Obsługa bardzo niemiła, ciągle pod wpływem alkoholu, próbująca wykorzystać turystów do sprzątania po ich nocnych libacjach. Nie są to tylko moje i moich przyjaciół spostrzeżenia (lipiec i sierpień 2001), bo nawet znajome "gospodarzy" stwierdziły że ..."jeszcze nigdy trzeźwe na Otrycie nie były". Odradzam to miejsce tym którzy chcą odpocząć po całdziennej wędrówce, no chyba że lubią takie "klimaty".
Marcin Baton Konieczny

Byłem po raz pierwszy w Chacie w 95 roku. Dotarłem we wrześniu o 10 w nocy, w deszczu. Jak wszedłem w środku była regularna impreza, tańce na stołach, alkohol, gitary. Byłem po 12-godzinnym marszu, więc nie byłem chętny partycypować w tych hałasach. Gospodarz wskazał mi miejsce i poszedłem szybko spać. Następnego dnia zostałem i bardzo szybko zaaklimatyzowałem się na wieczorne posiedzenie. Perswadowano horyłkę w moje dłonie, mi to było bynajmniej nieobojętne i wychodziłem z Chaty z mocnym postanowieniem powrotu.
Gdy wróciłem w zeszłym roku (2000), także doszedłem w nocy. Tym razem o pierwszej. Chata spała, w piecu jeszcze żarzyło się drewno, więc zrobiłem sobie herbaty i poszedłem spać. Następnego dnia znowu zrobiłem sobie chwile przerwy i znowu wychodziłem zadowolony. Czasem jest głośno, czasem spokojnie, zawsze przyjemnie. Jeśli ktoś się chce wyspać może wejść na jaskółkę, jeśli chce poimprezować, może zostać przy olbrzymim kominku. To prawda, że w Chacie dużo się leje alkoholu, ale Gospodarz musiał mieć naprawdę zły dzień, żeby uprzykrzyć pobyt Batonowi. Ogólnie klimat opisywany w nieistniejącej Szczytkówce jest bardzo bliski temu w Chacie Socjologa.
Igor Zenonowicz


- AKG "Halny" - SBN - opinie o PTSM - vademecum -