Bazowanie w Radochowie 1-16.07.2000


Tak, moje drogie dziatki, wiela to czasu minęło i skończyły się czasy kiedy to przesiadywałem z Marcinem hen za siedmioma górami i rzekami.

Co żeśmy widzieli i słyszeli to można w kronice, którą dzień po dniu prowadziliśmy, przeczytać, a teraz jedynie krótkie streszczenie wydarzeń Wam przedstawię.

Jedni pracują... ... drudzy pilnują.
Ten "pająk" przepoczwarzy się wkrótce w namiot Fidor on the roof

Otóż początek bazowania był fantastyczny. Na rozboju było luda co nie miara. Od pierwszego też dnia przez tydzień z kawałkiem praktycznie codziennie pojawiał się na bazie jakiś nowy turysta, przeważnie z rodziną. Mendel i alchemicyBył też Łukasz vel Mendel, znany co poniektórym z Komisji Akademickiej ZG PTTK razem z dziatwą licealną. 11 osób razem tego było. Była też rodzinka rodem z SKPT z Gdańska razem z 3,5-letnimi bliźniakami, która planowała pobyt kilkudniowy, a zostali na cały swój urlop, czyli na półtorej tygodnia. Już 13. lipca baza była całe 6 zł na plusie (nawet z dietami). Później niestety już nie.

Jest też, jak powszechnie wiadomo, bo nie dało się tego na liście nie zauważyć, koza. Co prawda przy przepalaniu pieca przepaliła się też rura, ale przy odpowiednim traktowaniu mocno nadwątlona i ażurowa przetrzymała całe nasze bazowanie pełniąc heroicznie swoje funkcje. Żeby kozie nie było smutno skleciliśmy też kozła. Okazało się (w sytuacji podbramkowej, kiedy potrójny stos drewna zmalał do kilku szczap, a poza wiatą lało jak z cebra), że koza potrafi być bardzo oszczędna, bo na kilku drewkach przeżyła całą niedzielę stale trzymając wrzątek dla zmarzniętej ludności.

Tegoroczny rekord bazy - 4 gitary obecne jednocześnie (wraz z obsługą)Pojawiał się oczywiście Kociołek (gospodarz z Trzebieszowic). Wpadł na genialny pomysł, żeby sprzedawać przed jaskinią ciacha, napoje i inne takie duperele. Przyjeżdżał co dwa-trzy dni i siedział z kimś tam całe dzionki. Nie było to najmilsze, ale dało się przeżyć, tym bardziej że jego przychody wahały się na poziomie 0 zł. Pod koniec naszego bazowania zafundował sobie pochodnię i oprowadzał z nią ludzi po jaskini. Wtedy też jego kabza mocno puchła (około 2 x 0,5 litra dziennie).

A propos interesów. Kupiliśmy nowe latarki, bo stare gdzieś wsiąkły, Inwestycja szybko się zwróciła. Rada na przyszłość: inwestować w światło. To się na prawdę opłaca. W przeciwieństwie do napojów, których nie brano prawie w ogóle. Przez dwa tygodnie zeszły dwie butelki syropu, z czego jedną sami wypiliśmy. Ale ta gałąź gospodarki też jest na plusie.

Bywało mistycznie...Drugi tydzień stał pod znakiem deszczu. Co prawda czasem było słonecznie i to dość długo, ale generalnie kiedy mogło, to lało. Od soboty do poniedziałku popołudnia nawet bez przerwy. Dzięki temu też turyści nie przychodzili spać. Gdyby nie rodzinka, która siedziała do czwartku byłoby nudno i wrednie. Ale i tak jak sobie wszyscy pojechali, a ja siedziałem sam przez prawie trzy dni otoczony zewsząd silnymi opadami, Kociołkiem i młodzieżą z Radochowa to różne dziwne rzeczy się ze mną działy, które by zapewne zainteresowały niejednego psychologa.

Qnie
Ciekawą atrakcją było stado koni, które Kociołek przypędził na bazę. Stały przynajmniej dwa dni i dwie noce (potem nie wiem, bo wyjechałem) na deszczu. Póki nie padało to Kociołek robił interes obwożąc turystów po polance. A potem w nocy koniki się zainteresowały mną śpiącym w namiocie (niebieskim). Niuchały, kopały tropik, że się spać nie dało i ciągle trzeba było krzyczeć na nie i wyłazić na deszcz i ziąb aby je przepędzić. Ale i tak koło 5 rano porwały tropik piękny niebieski co trochę zeszpeciło wytwór CampuSa. Dla uspokojenia piszę, że dziura jest w mało strategicznym miejscu i raczej nie wpływa na mokrość wnętrza. Mam nadzieję że Czarnewojtki już sobie z tym poradziły.

Bazowa wiata i namioty
Tak mniej więcej wygląda przekrój naszego bazowania. Ogólne wrażenia mam dobre (choć dzień po powrocie było zgoła inaczej) bo i było fajnie. Turyści pojawiali się ciekawi (w przytłaczającej większości), tubylcy mało natarczywi, Kociołek za dużo nie pił. A ja się nie opaliłem. Ale kataru też się nie nabawiłem.

Tak więc przyszli bazowi, bądźcie dzielni i troszczcie się o bazię (to zdrobnienie), kózkę oraz Felka (całkiem odważny się ostatnio zrobił ten nasz bazowy ptaszek)

Skryba.zowy Jarek


- baza - linki bazowe -